Lubimy mieć plan, lubimy wiedzieć gdzie idziemy i co robimy, czuć historię i magię miejsc, słyszeć i widzieć w naszej wyobraźni stare opowieści. Czasami jednak idziemy bez celu, idziemy żeby iść i odkrywać nieznane miejsca całkowicie randomowo. Nie myślimy, nie planujemy i nie zastanawiamy się nad tym co się dzieje i gdzie trafimy… Wtedy właśnie odkrywamy prawdziwe piękno dalekich miejsc. Wtedy spacerujemy pięknymi ukrytymi uliczkami, takimi jak ulica Kennedy’ego, wtedy widzimy, że Meczet Sulejmana (a przynajmniej jego okolice) nie jest tak cudowny, jak go malują, wtedy też trafiamy na prywatne tureckie imprezy 😛 

[Not a valid template]

               Nigdy nie wiesz co na Ciebie czeka, gdy krążysz po świecie bez celu.

Stambuł Nad Wybrzeżem, Czyli Nasza Ukryta Perełka – Ulica Kennedy’ego.

    Raz w Stambule dzięki takiej właśnie wędrówce trafiliśmy tutaj. Ulica Kennedy’ego (tur: Kennedy Caddesi) to droga okalająca stary Konstantynopol. W roli wytłumaczenia, nie szliśmy dwupasmówką (bo właśnie tak nazywa się droga szybkiego ruchu w mieście), spacerowaliśmy nad samym wybrzeżem, nie wiedzieliśmy jak inaczej określić to miejsce.

    Początkowo przywitał nas widok małego portu i kilku dryfujących tam stateczków. Później okazało się, że jest to idealne miejsce, żeby odpocząć od uroków wielkiego miasta. I to bez opuszczania ścisłego centrum. Hamaki, szisze, pikniki, szachy, alkohol, drobna sprzedaż, wędki, wiatrówki! I… sami Turcy! Tylko nasze blade twarze świeciły na odległość! Początkowo wszyscy byli do nas bardzo przyjaźnie nastawieni, prosili o zdjęcia, machali, więc wykorzystywaliśmy okazję i cykaliśmy jedno za drugim. Później sytuacja stała się lekko napięta, każdy czegoś od nas chciał. Schowaliśmy wówczas aparat, kupiliśmy od nich kawałek ananasa i spokojnie spacerowaliśmy z nadzieją, że nic się nie stanie. Na szczęście, panom ponownie udzieliła się relaksująca atmosfera tego miejsca.

Ulica Kennedy’ego i nasza mała fotorelacja:

[Not a valid template]

Ulica Kennedy’ego to ogólny chaos, relaks, ucieczka od wielkiego miasta! Na ostatnim zdjęciu widać martwe meduzy – prawdziwa plaga w Stambule.

Stambuł. Meczet Sulejmana i Okalająca Go Strefa Biedy…

    W taki sam sposób trafiliśmy w okolice pięknego meczetu Sulejmana. Widzieliśmy go z daleka. Wiedzieliśmy zatem, w którą stronę mniej więcej iść. Ale im podchodziliśmy bliżej, tym bardziej wątpiliśmy w nasze umiejętności odnajdywania się w terenie. Z czystej ładnej dzielnicy trafiliśmy do strefy biedy… Rozwalające się domy, odpadający ze ścian tynk, ewidentne znaki pożarów i trzęsień ziemi, kobiety rozwieszające pranie na ulicy, przejmująca cisza i ogólne zainteresowanie naszymi osobami… Nagle ktoś podjeżdża na skuterze i pokazuje uliczkę, w którą mamy skręcić. No tak. Na twarzach przecież napisane mamy słowo: „turysta”. Wiadomo, że chcemy dostać się do świątyni. A facet wyglądał jakby pomagał nam nie tylko z czystej chęci spełnienia dobrego uczynku, czuliśmy się wręcz niechciani w tej okolicy… Chyba wszyscy chcieli nas stamtąd wyprowadzić najszybciej jak to możliwe. I rzeczywiście, tak jak szybko weszliśmy do, można rzec, faweli, tak szybko je opuściliśmy.

    Przed nami, ni stąd, ni zowąd, pojawił się bogaty i ogromny Meczet Sulejmana… Momentalnie na myśl nasuwa się pytanie: jakim cudem utrzymuje się tam takie bogactwo strefy sacrum, kiedy dosłownie za winklem ludzie żyją w skrajnym ubóstwie? Stambuł, miasto kontrastów.

[Not a valid template]

Domostwa klasy robotniczej.

Turecka Impreza w Plenerze!

    Innym razem usłyszeliśmy muzykę. Grała gdzieś w oddali, ale wiadome było, że grała głośno. Postanowiliśmy iść w jej kierunku. Oczywiście godzina była późna, na dworze ciemno, zdecydowanie powinniśmy już wracać do domu. Ale przecież to zajmie tylko chwilkę! I tak krążyliśmy, krążyliśmy aż znaleźliśmy! Zlokalizowaliśmy źródło hałasu i wylądowaliśmy na… jakieś sąsiedzkiej imprezie w plenerze! Kilka głośno dudniących głośników, suto zastawiony stół, Turcy, gwar i… my. Kiedy stanęliśmy wśród nich, rozejrzeliśmy się i zrozumieliśmy gdzie jesteśmy, oni też nas zauważyli, rozmowy ucichły a na nas patrzyły się wszystkie twarze. Na szczęście jakiś ucieszony maluch powiedział do nas: „Hello!” i to rozluźniło atmosferę 😛 Kolejny raz więcej szczęścia niż rozumu 😛

Leave a Reply

Facebook